Blog

Tomasz Łukaszewski

Category: Uncategorized

O szukaniu mieszkania i o facebooku

Po kilku dniach spędzonych w hotelu uznałem, że czas najwyższy zabrać się za szukanie mieszkania. Byłem przekonany, że ofert wynajmu w blisko 2 milionowym mieście nie będzie brakowało. Tymczasem szybko okazało się, że w Kambodży nie ma portali z prywatnymi ogłoszeniami wynajmu, w każdym razie tego rodzaju jakie znamy w Polsce. Jednocześnie uświadomiono mi, że tutaj wszystko załatwia się przez Facebooka. Muszę się przyznać, że należę do tych osób, które nie korzystają z mediów społecznościowych i nie posiadają konta w serwisie Zuckenberga. W tej jednak sytuacji nie nie mając specjalnego wyboru zarejestrowałem konto i rozpocząłem poszukiwania. Owszem grup dedykowanych wynajmowi mieszkań znalazłem sporo, niestety w większości zamkniętych co znaczy, że osoby postronne nie mają dostępu do umieszczanych tam treści. Wybrałem więc te z największą liczbę członków i wysłałem do każdej prośbę o przyjęcie, odpisując zdawkowo na zadawane przy tym pytania w rodzaju: czy jesteś spamerem? Odpowiedzi na zgłoszenie nie było. Początkowo uznałem, że to przez weekend i nowy rok, ale kiedy w kolejnych dniach nadal nie było reakcji zrozumiałem, że powód musi być inny. Najwyraźniej administratorzy grup uznali ktoś taki jak, ze świeżo otwartym kontem, bez historii i znajomych musi być spamerem. Żeby przekonać o uczciwości intencji ponownie wysłałem zgłoszenia, tym razem w odpowiedziach na na pytania szczegółowo opisując swoją sytuację. To najwyraźniej zadziałało, bo następnego dnia zostałem przyjęty do kilku grup. Zadowolony z sukcesu przejrzałem zamieszczone ogłoszenia mieszkań i umówiłem się na oglądanie kilku z nich. Do zrobienia pozostał ostatni krok: umieszczenie własnego posta z opisem jakiego mieszkania szukam i oczekiwanie na spodziewaną lawinę ofert. Jakież było moje zdziwienie, kiedy po napisaniu i wysłaniu post najzwyczajniej zniknął. Uznałem, że to musiał być to skutek mojej nieznajomości Facebooka i umieściłem kolejny, tym razem skrupulatnie sprawdzając czy robię to poprawnie. Po krótkim czasie ten również zniknął. Kiedy zdezorientowany zdecydowałem się zgłosić sprawę administratorowi grupy wszystko stało się jasne: o publikacji postów decydował ten sam człowiek, który wcześniej pokazywał mi mieszkania. Usuwając posty sprawiał, że nie otrzymywałem innych propozycji i w ten sposób zmuszał mnie do skorzystania z swojej oferty. Jako użytkownik mogłem co najwyżej wysłać prośbę o umieszczenie posta, na którą nie musiał się zgodzić.
Ta kuriozalna sytuacja uświadomiła mi, jak dalece świat wirtualny wpływa dzisiaj na rzeczywistość materialną i jak poważne mogą być konsekwencje tego wpływu. Jako obywatele, czyli członkowie społeczności żyjący w danym kraju podlegamy wybieralnej władzy, która w drodze umowy społecznej określa zakres naszych praw i obowiązków, a także pilnuje ich przestrzegania. Jednakże o tym czy dane działania naruszają prawo czy też nie, decydują sądy będące instytucją niezależną od tej, która owe zasady ustanowiła. W przypadku świata wirtualnego taka równowaga nie istnieje. Użytkownicy Facebooka (czyli członkowie tworzącej go społeczności) podlegają zasadom określonym arbitralnie przez prywatną organizację, które to zasady wyrażają wartości ustalone przez decydentów tej organizacji, a interpretacji i oceny zgodności działań użytkowników z ustalonymi zasadami dokonuje sama organizacja, nie dając możliwości odwołania się od jej decyzji do innych instancji. Wypisz wymaluj ustrój totalitarny, w dodatku taki, do którego ludzie się sami garną.
Ktoś może powiedzieć, że w przeciwieństwie do obywatelstwa, które nabywamy niezależnie od chęci, przystąpienie do serwisu jest aktem świadomym i dobrowolnym. Przywołany przykład pokazuje jednak, że decyzja bywa nie tyle wyborem, co koniecznością. Facebook po zmonopolizowaniu „rynku” mediów społecznościowych zaczyna przejmować również rolę dostawcy informacji o towarach i usługach, którą dotąd pełniły wyszukiwarki takie jak google, czy bing. Różnica jest taka, że do korzystania z danych znajdujących się w zasobach Facebooka konieczne jest posiadanie konta w tym serwisie, przestrzeganie narzuconych zasad, a także udostępnienie informacji o własnych działaniach, np. wyszukiwanych hasłach. Omnipotentny system nie tylko zatem zarabia na informacjach generowanych przez swoich użytkowników, formatuje ich zachowania i dyscyplinuje jeśli uzna to za stosowne, ale również tworzy mechanizmy, ograniczające możliwości tych jednostek, które zdecydowały się funkcjonować poza systemem.

Mieszkanie wynająłem przez innego agenta.

Pierwsze wrażenia

Uczucie ulgi z jakim opuszczam samolot po kilkudziesięciu godzinach lotu z Europy, szybko zastępują dezorientacja i zagubienia. Wystarczyła chwila po wyjściu z cichego, klimatyzowanego terminalu lotniska, żeby ruch uliczny, upał, zgiełk i zapach tropiku wywołały oszołomienie. Przeniesiony wprost z grudniowej Polski mam wrażenie nierealności wszystkiego co mnie otacza. Upłyną dni zanim obrazy, które przywiozłem tu w głowie zaczną blaknąć, zastępowane dostarczanymi przez moje nowe życie. Na razie stoję na przystanku w zimowym ubraniu, z ciężką walizą w ręce, bez znajomości choćby słowa po khmersku, czując jedynie przemożną chęć schowania się gdziekolwiek, najlepiej w samolocie powrotnym. Muszę dostać się do hotelu.
W autobusie jestem jedynym białym. Kierowca, wyglądający na nastolatka puszcza z głośników muzykę pop, pasażerowie, głownie matki z małymi dziećmi spoglądają na mnie z życzliwą ciekawością. Autobus przemieszcza się mozolnie przez zakorkowane miasto, lawirując między tuk-tukami i skuterami. Nie pamiętam gdzie miałem wysiąść, próbuję liczyć kolejne przystanki, ale w końcu tracę rachubę i daję spokój. Wysiadam w centrum. Bez internetu nie działa nawigacja w telefonie i nie mogę się zorientować ani gdzie właściwie jestem, ani w którą z plątaniny oznaczonych po khmersku uliczek mam skręcić. Próbuję znaleźć jakieś darmowe wifi, ale bezskutecznie. W południowym słońcu, z plecakiem i walizką podskakującą po nierównościach ulicy kręcę się bezradnie czując jak ogarnia mnie poczucie rezygnacji. Skinieniem ręki przywołuję przejeżdżającego rykszarza.
Pokój hotelowy, namiastka domu 20$ za dobę. Ma klimatyzację, łazienkę, nawet telewizor, którego przez cały pobyt nie włączę ani razu. Przez okna wychodzące na ulicę widzę ciągnące się po drugiej stronie rzędy balkonów, na których ludzie wieszają pranie albo odpoczywają. Kładę się na łóżko i próbuję poukładać sobie wszystko w głowie. Jest 31 grudnia, ostatni dzień 2018 roku, pierwszy ze 180 jakie mam spędzić w Kambodży.  

© 2018 Blog

Theme by Anders NorenUp ↑